Wakacje z dziećmi – relaks czy udręka?

Kilka dni temu wróciliśmy z wakacji. Byliśmy nad morzem i już wtedy do głowy wpadł mi pomysł, aby napisać o wakacjach z dziećmi. Czy wakacje z małymi dziećmi to czas odpoczynku, relaksu, czy udręki?

Wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na wyjazd nad morze. Starszy synek (6 l.) uwielbia zabawy na plaży i wiedział, że do woli będzie mógł kąpać się w hotelowym basenie. Mąż z przyjemnością myślał o oderwaniu się od pracy zawodowej, a ja od „garów” i codziennej rutyny. W końcu nadszedł ten długo oczekiwany dzień! Bez grymasów, z uśmiechem na twarzy wstaliśmy o piątej rano i zapakowani po sam dach, ruszyliśmy nad morze i wszystko pięknie zapowiadało się… ; )

Miało być tak: Ruszamy o 6:00, Adaś w drodze śpi, Danielek nie marudzi, że za długo jedziemy, a na drodze miał być mały ruch. Na miejscu miała być piękna pogoda, mieliśmy dużo spacerować, w myślach widziałam, jak Adaś grzecznie na plaży bawi się z Danielkiem, a potem bez scen zasypia, a my wtedy siedzimy w restauracji i delektujemy się wędzoną rybką. Mieliśmy też spokojnie, bez pośpiechu skosztować wszystkich smakołyków (dzieci też, bo nie mogą narzekać na brak apetytu), które na śniadanie i obiadokolację serwował hotelowy szef kuchni.

A było tak: Oczywiście był dosyć duży ruch na drodze, kilku szalonych kierowców i Adaś nie miał ochoty na sen. Na początku zajął się jakąś zabawką, potem chrupał przekąskę, a gdy już najadł się, zaczął płakać i w ogóle nie miał ochoty siedzieć w foteliku. Na szczęście usnął i resztę drogi przespał. Po trzech godzinach jazdy Daniel zaczął nudzić się i pytał, kiedy w końcu dojedziemy. Zażartowałam, że chcieliśmy zrobić mu niespodziankę i zamiast do Ustki, jedziemy do Chorwacji. Jak zareagował? Zaczął płakać, bo on chce nad polskie morze ; ) Kiedy wreszcie dojechaliśmy na miejsce, zaczął padać deszcz. Zadzwoniłam do hotelu, czy możemy już zameldować się. Uprzejmy pan z recepcji powiedział, że możemy wjechać na hotelowy parking (super, bardzo dziękujemy ; ) ), ale pokój dla nas jeszcze nie jest gotowy. Siedzieliśmy więc w samochodzie (Adaś z tatą siedział za kierownicą i włączał wszystkie możliwe przyciski, nie pomijając klaksonu) i powoli „wychodziliśmy z siebie”, ale na szczęście przestało padać, więc poszliśmy przywitać się z morzem.

Okazało się, że Adaś nie boi się morza, nie straszne mu fale – wbiegał do wody z wielkim uśmiechem na twarzy i jedynym hamulcem był tata ; ) Mieliśmy tylko przyjść na plażę, pospacerować i w końcu zameldować się w hotelu. Z plaży Adaś i Daniel wyszli przemoczeni i obklejeni piaskiem, a Adaś wszystkim plażowiczom dał o sobie znać głośno płacząc – protestując, bo bardzo spodobała mu się kąpiel w morzu, więc jeszcze w samochodzie musiałam „rozbebeszyć” walizkę i przebrać dzieci.

No dobra, z uśmiechem na twarzy i przebranymi chłopcami zameldowaliśmy się w hotelu, a potem poszliśmy na obiadokolację. Zamiast spokojnego delektowania się, były szybkie posiłki „na raty” – najpierw ja, a potem mąż, bo Adaś w ekspresowym tempie nudził się i bardziej od hotelowego jedzenia interesowały go spacery po restauracji.

Nasz szesnastomiesięczny szkrab nie spał wtedy, kiedy mieliśmy nadzieję, że będzie spał, zamiast grzecznej zabawy na plaży wolał samotne biegi do wody i na ręczniki innych plażowiczów, natomiast starszy protestował, kiedy robiliśmy sobie dłuższe spacery, nie kupowaliśmy mu pamiątki na co drugim stoisku i siedmiu lodów dziennie. Generalnie nasz wyjazd raczej nie można było nazwać odpoczynkiem… 😉 ale…

w hotelu, na plaży oraz w mieście obserwowałam inne rodziny i okazało się, że nie tylko my tak mamy ; ) Oto kilka przykładów:

  1. W hotelowej restauracji przy stoliku siedzi czteroosobowa rodzina – mama, tata, dwoje dzieci. Mama bardzo piękna i elegancka kobieta, ale widzę, że robi nadąsaną minę i coś tam burczy w stronę męża. Aha, chyba jakaś sprzeczka. Za chwilę córka też robi nadąsaną minę, z impetem opada na oparcie krzesła i zakłada ręce przed siebie ze znakiem protestu i złości.
  2. Przy innym stoliku mama pyta, co maluch będzie jadł na śniadanie. Maluch chce jajecznicę. Mama przynosi jajecznicę, a chłopczyk mówi, że on jednak nie będzie jej jadł, bo chce placuszki, takie same, jak dziewczynka, która siedzi obok nich. Mama pobiegła po placuszki, a synek mówi, że nie będzie ich jadł, bo mama nałożyła na nie dżem truskawkowy, a on chciał z miodem… ; )
  3. – Oddaj mu łopatkę!
  4. – Gdzie masz klapki? – Zasypałam piaskiem. – Gdzie?! – Nie wiem. – Jak to nie wiesz??
  5. Rodzinka kupuje lody. Mama daje lody około pięcioletniej córce, a ona niedokładnie chwyta je i… lądują na chodniku… ; )
  6. – Nie kupię ci tego. Na co Tobie drugie koło ratunkowe?! – Bo ja chcę zielone!!!
  7. – Zatrzymaj się. Zatrzymaj się. Zatrzymaj się! Zatrzymaj się!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  8. – Nie bij jej. – Ale ona wypiła mój soczek!! – Twój jest w torbie, swój piła!
  9. – Dziecko, słuchaj co do Ciebie mówię. Tu jeżdżą samochody, więc nie możesz tędy jechać. – To niech uważają na mnie.
  10. – Ja chcę kukurydzę!! Tata kupuje kukurydzę, dziewczynka próbuje i mówi: Fuuu! Niedobre. Nie będę tego jadła!

Mamy też znajomych z dziećmi w wieku naszych dzieci, którzy wybrali się nad morze. Jedna koleżanka po dwóch dniach skarżyła się smsem, że ledwo daje radę, a druga napisała, że morze to „pikuś” w porównaniu z jej dziećmi – tsunami ; ) To są uroki wakacji z dziećmi, ale mimo wszystko to piękne, choć momentami trudne chwile ; ) Dzieci tak szybko rosną, więc cieszmy się wspólnym chwilami, znośmy trudności, bo przyjdzie czas, kiedy z przyjemnością będziemy chcieli pojechać z dziećmi na wakacje, a one będą wolały towarzystwo rówieśników… ; )

A jakie Wy macie doświadczenia z wakacji z malutkimi dziećmi? Pewnie też bardzo wesołe? : )

To moje początki blogowania. Każdy "Like" lub udostępnienie to dla mnie motywacja, więc jeśli spodobał się Tobie artykuł, będę wdzięczna, jeśli podzielisz się nim : )

1 Comment

  1. Kama
    9 sierpnia 2017

    Ja bardzo lubię rodzinne wakacje. I pewnie, że dzieci chcą dostać ciągle coś fajnego że straganów, ale w naszej rodzinie nie ma nawyku kupowania wszystkiego, więc jest całkiem spokojnie. I też mój syn ciągle chce się z rodzicami bawić, ale dla nas urlop to właśnie czas dla rodziny, a nie leżenia plackiem na plaży czy przy basenie, to dla nas właśnie jest relaksik – cały dzień robić coś, czego w domu nie na ogół nie robi, a wieczorkiem chill dla wszystkich. 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.